Przepraszam za to, że dopiero teraz coś dodaję, ale nie mogłam się zebrać w sobie, żeby cokolwiek napisać... I przepraszam za długość, ale w rozdziale znajduje się tylko to, co naprawdę powinno, dlatego wyszedł taki krótki...
No i przy czytaniu polecam posłuchać tą piosenkę... Myślę, że pasuje.
Sebastian:
No i zostaliśmy sami. Unikałem wzroku Marii jak mogłem, ale jej oczy wypalały we mnie dziurę. Wiedziałem, że czeka, aż coś powiem, ale jednocześnie nie wiedziałem, co niby miałbym jej powiedzieć. Że wybaczam? Że nic się nie stało? Ale stało się. I ona o tym doskonale wiedziała.
W końcu podniosłem na nią swoje oczy. Chciałem, żeby zobaczyła w nich, jakie spustoszenie zrobiła w moim sercu. Bo to serce nie biło już dla niej.
- Sebastian.. - odezwała się, jako pierwsza po tej długiej ciszy, która doskwierała nam obojgu.
- Poczekaj! - przerwałem jej gwałtownie. - Posłuchaj uważnie, bo nie będę tego powtarzał. - Maria usiadła na kanapie naprzeciwko mnie i spuściła wzrok na swoje dłonie nerwowo skubiące rąbek koszuli.
- Wyjechałaś sobie tak po prostu nie licząc się z naszymi uczuciami, a teraz tak po prostu sobie wracasz i myślisz, że co? Że rzucimy Ci się w ramiona i powiemy, że nic się nie stało? No kurwa nie! Bo zraniłaś nas! Zniszczyłaś mnie doszczętnie! I gdy już jakoś się pozbierałem i zacząłem żyć normalnie zapominając, jak zdeptałaś moje serce, Ty się pojawiasz i znowu wywracasz wszystko do góry nogami! Ale wiesz co? Nie masz do czego! Bo ja nie chcę Cię znać! Dla mnie już nie istniejesz! Zniszczyłaś to, co było między nami i tego nie da się naprawić... A przynajmniej ja nie chcę... - zakończyłem swój monolog i wziąłem głęboki wdech, bo wcześniejsze słowa wyrzucałem z siebie w tempie karabinu maszynowego. Kurwa, miałem w sobie tyle emocji, że nawet nie poczułem, jak na moim policzkach pojawiły się pojedyncze, gorące łzy. Poczułem się jak frajer, że tak się przy niej rozkleiłem pokazując prawdziwe emocje i szybkim ruchem starłem słone krople z twarzy. Za to Maria cała, aż się zanosiła od płaczu, a co jakiś czas spazmatyczny szloch wstrząsał jej ciałem. Ale nie było mi jej żal. Przez nią nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę w stanie się w kimś zakochać i mu zaufać.
- Ja.. p-przepraszam... J-ja... myślałam... A zresztą... nie-ważne... Ale... ch-chcę... żebyś wiedział... że... Cię k-kocham.. - powiedziała z trudem, bo płacz uniemożliwiał jej normalne wypowiadanie słów, a ja zacisnąłem mocno powieki, po czym jedna łza wypłynęła z mojego oka.
- Ale ja Ciebie nie... I proszę, wyjdź. - ostatnie zdanie wyszeptałem i czekałem, aż spełni moją prośbę, nadal nie otwierając oczu.Usłyszałem tylko, jak pociąga nosem, a po chwili w salonie rozległ się dźwięk zamykanych drzwi.
Po jej wyjściu nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Byłem tak naładowany różnymi emocjami, że chwyciłem pierwszy lepszy przedmiot, który miałem pod ręką i cisnąłem nim w ścianę. Jak się okazało, była to butelka Danielsa, a brązowy płyn ściekał teraz cienką linią, po śnieżnobiałej ścianie. Wpatrywałem się, jak pojedyncze krople kapią na rozbite pod ścianą szkło. Po chwili usłyszałem również kroki na schodach i po kilku sekundach w wejściu do salonu stanęła Ivy. Najpierw jej wzrok skierował się na ścianę i to, co się z nią stało, a następnie na mnie. Nie wiedząc, co mam zrobić, żałośnie się do niej uśmiechnąłem, na co brunetka podeszła do mnie bez słowa i mocno przytuliła. Odwzajemniłem uścisk wtulając się w nią, jak w maskotkę.
- Widziałam przez okno, jak Maria wychodziła. Pokłóciliście się? - zapytała odsuwając się lekko ode mnie.
- Nie do końca. Po prostu powiedziałem jej prawdę. Ivy... ja już nie umiem, nie potrafię... Ona za bardzo mnie zraniła.. - mówiłem bez ładu i składu wpatrując się w jej twarz.
- Sebastian, spokojnie, rozumiem - chwyciła moją twarz w swoje drobne dłonie - Nikt nie wymaga od Ciebie, żebyś jej wybaczył... Bo to w tej sytuacji raczej niemożliwe...
Wyrwałem się z jej dotyku i odwróciłem plecami wypuszczając głośno powietrze z ust.
- Chcesz o tym pogadać? - po chwili usłyszałem jej cichy głos. Wyczułem w nim autentyczną troskę, co wywołało delikatne uniesienie moich kącików ust.
- Nie, ale dzięki, że się martwisz. - odpowiedziałem odwracając się w jej stronę i posyłając niemrawy uśmiech.
- Przepraszam, ale chyba... chcę teraz zostać sam. - w odpowiedzi otrzymałem tylko skinienie głową i bez słowa udałem się do swojego pokoju.
Tam włączyłem sobie winyl Aerosmith i walnąłem się na łóżko. Jak to bywa w takich sytuacjach zacząłem rozmyślać. Przed oczami przeleciały mi nasze wszystkie wspólne chwile. Od tego, jak się poznaliśmy, po dzisiejszy dzień. Wszystkie wzloty i upadki. Radości i smutki. Wbrew pozorom dużo razem przeszliśmy. Maria była ze mną wtedy, kiedy graliśmy jeszcze w garażu i nikt nas nie znał, oraz wtedy, kiedy zaczęliśmy zyskiwać rozgłos i sławę. Na wspomnienie tych chwil, aż się uśmiechnąłem. Naprawdę mieliśmy razem cudowne wspomnienia. Niestety, jej wyjazd wszystko zepsuł. I nie da już się naprawić tego, co się zjebało. Bo to zaszło za daleko. Nie czuję już w jej obecności tego, co czułem kiedyś. Nawet nie wiem, czy to tylko i jedynie złość i żal. Wydaję mi się, że przyczyna leży też w tym, iż nasza miłość po prostu nie przetrwała tej próby. Widocznie nie była na tyle silna. My nie byliśmy na tyle silni. A jak wiadomo, nie da się posklejać lustra tak, żeby nie było żadnych śladów po usterce. Nas już nie ma. Teraz jestem tylko ja i ona.
niedziela, 24 marca 2013
środa, 27 lutego 2013
Psycho Love - Rozdział 14
Nie wierzę, że coś tu napisałam! A jednak! :D Od razu mówię, że nie wiem z jaką częstotliwością będą pojawiały się tu rozdziały, ale w miarę możliwości postaram się coś pisać :)
Nie wiedziałam, co mam zrobić. Wpatrywałam się w blondynkę i ledwo pamiętałam o oddychaniu. Zastanawiałam się, czy powinnam rzucić jej się na szyję pokazując jak bardzo za nią tęskniłam, czy może zatrzasnąć jej drzwi przed nosem mówiąc, że nie chcę jej znać, za to co nam zrobiła. Koniec końców nie wybrałam żadnej opcji i stałam nieruchomo patrząc na nią pustym wzrokiem. Chyba trochę ją to zabolało, nie spodziewała się takiej reakcji. Przynajmniej to wyczytałam z jej zaskoczonej miny.
- Witaj Ivy... - odezwała się w końcu Maria ledwo słyszalnie, uśmiechając niepewnie.
- Co tu robisz? - tylko na tyle było mnie stać. Sama nie wiedziałam, czy cieszyć się z tego, że moja najlepsza przyjaciółka, którą traktowałam jak siostrę wróciła.
- Wróciłam... Nie mogłam tam już wytrzymać... Tak bardzo tęskniłam... - patrzyłam tak na nią i miałam wrażenie, że za chwilę się rozpłacze. W sumie, sama byłam temu bliska.
- Na długo? - kolejne pytanie zadane tonem wypranym z uczuć. Ale tym razem chyba mi tak dobrze nie wyszło, bo można było wyczuć nadzieję w moim głosie. Nadzieję, że przyjechała na zawsze, że już nas nie zostawi, że już zawsze będzie dla mnie jak siostra, że już zawsze będę ją mieć blisko.
- Na stałe... Rzuciłam tą robotę w cholerę, zrozumiałam że nie mogę bez Was żyć... bez Sebastiana... - ucięła i spojrzała na mnie lekko zaskoczona - Nie wpuścisz mnie? - znowu zamilkłam i kilka sekund patrzyłam na nią pusto bijąc się z myślami. Nawet do końca nie byłam pewna, dlaczego się zastanawiam. W końcu wróciła i to na stałe, to tego przecież chciałam przez cały czas, kiedy jej nie było. Ale z drugiej strony w moim sercu była naprawdę wielka rana zadana właśnie przez tą drobną blondynkę, którą trudno będzie wyleczyć tak z dnia na dzień. W końcu jednak się zreflektowałam. Chłopaki mają prawo wiedzieć, że wróciła. Szczególnie Sebastian.
- Przepraszam, wejdź - powiedziałam i odsunęłam się nieco, aby Maria mogła swobodnie wejść do domu. Zastanawiałam się, jak chłopaki zareagują na jej powrót. Ucieszą się i zaczną zachowywać, jakby nigdy nic się nie stało, czy może potraktują ją chłodno i ostro? Nie zastanawiając się więcej po prostu powiedziałam Marii, że reszta jest w salonie i od razu się tam udałam, a blondynka wolno poszła za mną.
- No i kto to był? - zapytał Baz jak tylko weszłam do pokoju.
- Sam zobacz - westchnęłam i odsunęłam się, a za moich pleców wyłoniła się drobna postać dziewczyny. Miny chłopaków zmieniły się diametralnie. Otworzyli szeroko usta i łapczywie łapali powietrze zapewne totalnie nie ogarniając co się dzieję i sądząc, że mają jakieś zwidy i przed nimi stoi duch Marii. Spojrzałam na Sebastiana. Wpatrywał się w blondynkę otępiałym wzrokiem. Trudno wyczytać było z jego miny, czy cieszy się czy nie, jedynie jego oczy zdradzały ogromne zaskoczenie i niedowierzanie.
- Maria... - powiedział Bach bardziej do siebie niż do nas, jakby próbował przekonać sam siebie, że nie ma omamów, i naprawdę w wejściu do salonu stoi jego... dziewczyna? a może była dziewczyna?
- Cześć Sebastian.. - w końcu odezwała się blondynka, a po chwili załamał jej się głos i po policzku spłynęła pierwsza łza.
Nikt więcej się już nie odezwał. Najzwyczajniej w świecie nie wiedzieliśmy co zrobić. Każdy z nas bił się z myślami. Wiadomo, że cieszyliśmy się, że wróciła, to oczywiste, ale jednocześnie każdy na swój sposób został przez nią zraniony i wszyscy doskonale pamiętamy co po jej wyjeździe działo się z Bachem. Jedno jest pewne: nie będzie łatwo.
Poczułam, że z nadmiaru emocji robi mi się słabo, więc szybko usiadłam obok Rachela na kanapie i od razu zostałam mocno przez niego przytulona. Maria spojrzała na nas lekko zdziwionym wzrokiem, a później delikatnie się uśmiechnęła pod nosem.
- Chyba nie powinnam tu przychodzić... macie swoje życie, które ułożyliście sobie beze mnie, więc nie zdziwię się, jeśli nie będziecie chcieli mnie znać, po tym co zrobiłam... - wyszeptała blondynka i ocierając łzy skierowała się w stronę wyjścia.
- Zaczekaj! - jako jedyny zareagował Snake i z powrotem przywołał Marię każąc jej usiąść. Blondynka wykonała polecenie i wbiła wzrok w podłogę.
- Zrozum, że nie jest nam łatwo... Wszyscy przeżyliśmy Twój nagły wyjazd i jesteśmy kurewsko zaskoczeni Twoim równie nagłym powrotem...
-... Tym bardziej, że w ogóle się nie odzywałaś i nie dawałaś żadnego znaku życia... tak jakbyś o nas zupełnie zapomniała... - przerwałam wypowiedź Snake'owi nie mogąc powstrzymać się od jadowitego tonu.
- Wiem, wiem... Macie prawo być na mnie wściekli i mnie nienawidzić, ale chcę Wam wszystko wytłumaczyć... - spojrzała na nas błagalnie, a ja znowu zerknęłam na Baza sprawdzając jak się trzyma. Na moje oko w ogóle sobie nie radzi. Westchnął i odchylił głowę do tyłu opierając ją na oparciu kanapy i wypuścił głośno powietrze z ust przymykając oczy. Powróciłam spojrzeniem do Marii i czekałam, aż zacznie mówić.
- Nie dzwoniłam, bo naprawdę nie miałam czasu, cały czas chodziłam na jakieś spotkania, sesje, znowu spotkania i tak w kółko... A z drugiej strony robiłam to celowo... Nie chciałam z Wami rozmawiać, żeby nie rozkleić się do słuchawki i później wyć do poduszki... Wolałam nie mieć z Wami kontaktu, żeby aż tak nie tęsknić... Głupia myślałam, że to coś da... Tak naprawdę z każdym dniem brakowało mi Was coraz bardziej, aż w końcu wczoraj spakowałam walizki i przyleciałam pierwszym samolotem... Szefowi powiedziałam, że znowu chce pracować w oddziale w LA... Zgodził się, co prawda niechętnie, ale zgodził, no a ja przyszłam tutaj... Oczywiście nie spodziewałam się wielkiej imprezy powitalnej czy czego tam jeszcze... Ale chociaż spróbujcie mnie zrozumieć... Wam było ciężko, ale mi wcale nie było łatwiej... - przerwała biorąc głęboki oddech.
Siedzieliśmy i patrzyliśmy po sobie nawzajem. Widziałam, że chłopaki coraz bardziej odpuszczają. Szybko im to poszło, nie ma co. Jedynie Sebastian siedział cały czas w tej samej pozycji.
- Mała cieszymy się, że wróciłaś, ale daj nam trochę czasu... Musimy się oswoić z całą sytuacją... - pierwszy odezwał się niepewnie Scotti, a reszta przytaknęła mu ruchem głowy. Maria skierowała swój wzrok na mnie oczekując czegokolwiek. Miałam do niej wielki żal, ale tak dawno jej nie widziałam.
- Chodź tu - wyswobodziłam się z ramion Rachela i podeszłam do blondynki ściskając ją mocno. Jak dobrze było znowu móc się do niej przytulić. Czułam, że trochę się uspokoiła.
- Ale nie myśl sobie, że już Ci wybaczyłam... Mamy jeszcze do pogadania. Ale teraz... cieszę się, że jesteś. - znowu objęłam ją szczelnie ramionami.
- Ja też Ivy, ja też - objęła mnie mocniej wtulając twarz w moje włosy. Kiedy już się od siebie oderwałyśmy zaczęli do niej po kolei podchodzić członkowie zespołu. Wiadomo, że nie wybaczyliśmy jej całkowicie. Ale w końcu wróciła. Widać było, że Marii spadł kamień z serca i wzruszyła się naszym zachowaniem. Jedyną osobą, która do niej nie podeszła był Sebastian.
- To Wy sobie pogadajcie... Musicie wyjaśnić sobie kilka spraw. - powiedziałam patrząc wymownie na zainteresowanych i rozeszliśmy się do swoich pokoi zostawiając parę samą.
Nie wiedziałam, co mam zrobić. Wpatrywałam się w blondynkę i ledwo pamiętałam o oddychaniu. Zastanawiałam się, czy powinnam rzucić jej się na szyję pokazując jak bardzo za nią tęskniłam, czy może zatrzasnąć jej drzwi przed nosem mówiąc, że nie chcę jej znać, za to co nam zrobiła. Koniec końców nie wybrałam żadnej opcji i stałam nieruchomo patrząc na nią pustym wzrokiem. Chyba trochę ją to zabolało, nie spodziewała się takiej reakcji. Przynajmniej to wyczytałam z jej zaskoczonej miny.
- Witaj Ivy... - odezwała się w końcu Maria ledwo słyszalnie, uśmiechając niepewnie.
- Co tu robisz? - tylko na tyle było mnie stać. Sama nie wiedziałam, czy cieszyć się z tego, że moja najlepsza przyjaciółka, którą traktowałam jak siostrę wróciła.
- Wróciłam... Nie mogłam tam już wytrzymać... Tak bardzo tęskniłam... - patrzyłam tak na nią i miałam wrażenie, że za chwilę się rozpłacze. W sumie, sama byłam temu bliska.
- Na długo? - kolejne pytanie zadane tonem wypranym z uczuć. Ale tym razem chyba mi tak dobrze nie wyszło, bo można było wyczuć nadzieję w moim głosie. Nadzieję, że przyjechała na zawsze, że już nas nie zostawi, że już zawsze będzie dla mnie jak siostra, że już zawsze będę ją mieć blisko.
- Na stałe... Rzuciłam tą robotę w cholerę, zrozumiałam że nie mogę bez Was żyć... bez Sebastiana... - ucięła i spojrzała na mnie lekko zaskoczona - Nie wpuścisz mnie? - znowu zamilkłam i kilka sekund patrzyłam na nią pusto bijąc się z myślami. Nawet do końca nie byłam pewna, dlaczego się zastanawiam. W końcu wróciła i to na stałe, to tego przecież chciałam przez cały czas, kiedy jej nie było. Ale z drugiej strony w moim sercu była naprawdę wielka rana zadana właśnie przez tą drobną blondynkę, którą trudno będzie wyleczyć tak z dnia na dzień. W końcu jednak się zreflektowałam. Chłopaki mają prawo wiedzieć, że wróciła. Szczególnie Sebastian.
- Przepraszam, wejdź - powiedziałam i odsunęłam się nieco, aby Maria mogła swobodnie wejść do domu. Zastanawiałam się, jak chłopaki zareagują na jej powrót. Ucieszą się i zaczną zachowywać, jakby nigdy nic się nie stało, czy może potraktują ją chłodno i ostro? Nie zastanawiając się więcej po prostu powiedziałam Marii, że reszta jest w salonie i od razu się tam udałam, a blondynka wolno poszła za mną.
- No i kto to był? - zapytał Baz jak tylko weszłam do pokoju.
- Sam zobacz - westchnęłam i odsunęłam się, a za moich pleców wyłoniła się drobna postać dziewczyny. Miny chłopaków zmieniły się diametralnie. Otworzyli szeroko usta i łapczywie łapali powietrze zapewne totalnie nie ogarniając co się dzieję i sądząc, że mają jakieś zwidy i przed nimi stoi duch Marii. Spojrzałam na Sebastiana. Wpatrywał się w blondynkę otępiałym wzrokiem. Trudno wyczytać było z jego miny, czy cieszy się czy nie, jedynie jego oczy zdradzały ogromne zaskoczenie i niedowierzanie.
- Maria... - powiedział Bach bardziej do siebie niż do nas, jakby próbował przekonać sam siebie, że nie ma omamów, i naprawdę w wejściu do salonu stoi jego... dziewczyna? a może była dziewczyna?
- Cześć Sebastian.. - w końcu odezwała się blondynka, a po chwili załamał jej się głos i po policzku spłynęła pierwsza łza.
Nikt więcej się już nie odezwał. Najzwyczajniej w świecie nie wiedzieliśmy co zrobić. Każdy z nas bił się z myślami. Wiadomo, że cieszyliśmy się, że wróciła, to oczywiste, ale jednocześnie każdy na swój sposób został przez nią zraniony i wszyscy doskonale pamiętamy co po jej wyjeździe działo się z Bachem. Jedno jest pewne: nie będzie łatwo.
Poczułam, że z nadmiaru emocji robi mi się słabo, więc szybko usiadłam obok Rachela na kanapie i od razu zostałam mocno przez niego przytulona. Maria spojrzała na nas lekko zdziwionym wzrokiem, a później delikatnie się uśmiechnęła pod nosem.
- Chyba nie powinnam tu przychodzić... macie swoje życie, które ułożyliście sobie beze mnie, więc nie zdziwię się, jeśli nie będziecie chcieli mnie znać, po tym co zrobiłam... - wyszeptała blondynka i ocierając łzy skierowała się w stronę wyjścia.
- Zaczekaj! - jako jedyny zareagował Snake i z powrotem przywołał Marię każąc jej usiąść. Blondynka wykonała polecenie i wbiła wzrok w podłogę.
- Zrozum, że nie jest nam łatwo... Wszyscy przeżyliśmy Twój nagły wyjazd i jesteśmy kurewsko zaskoczeni Twoim równie nagłym powrotem...
-... Tym bardziej, że w ogóle się nie odzywałaś i nie dawałaś żadnego znaku życia... tak jakbyś o nas zupełnie zapomniała... - przerwałam wypowiedź Snake'owi nie mogąc powstrzymać się od jadowitego tonu.
- Wiem, wiem... Macie prawo być na mnie wściekli i mnie nienawidzić, ale chcę Wam wszystko wytłumaczyć... - spojrzała na nas błagalnie, a ja znowu zerknęłam na Baza sprawdzając jak się trzyma. Na moje oko w ogóle sobie nie radzi. Westchnął i odchylił głowę do tyłu opierając ją na oparciu kanapy i wypuścił głośno powietrze z ust przymykając oczy. Powróciłam spojrzeniem do Marii i czekałam, aż zacznie mówić.
- Nie dzwoniłam, bo naprawdę nie miałam czasu, cały czas chodziłam na jakieś spotkania, sesje, znowu spotkania i tak w kółko... A z drugiej strony robiłam to celowo... Nie chciałam z Wami rozmawiać, żeby nie rozkleić się do słuchawki i później wyć do poduszki... Wolałam nie mieć z Wami kontaktu, żeby aż tak nie tęsknić... Głupia myślałam, że to coś da... Tak naprawdę z każdym dniem brakowało mi Was coraz bardziej, aż w końcu wczoraj spakowałam walizki i przyleciałam pierwszym samolotem... Szefowi powiedziałam, że znowu chce pracować w oddziale w LA... Zgodził się, co prawda niechętnie, ale zgodził, no a ja przyszłam tutaj... Oczywiście nie spodziewałam się wielkiej imprezy powitalnej czy czego tam jeszcze... Ale chociaż spróbujcie mnie zrozumieć... Wam było ciężko, ale mi wcale nie było łatwiej... - przerwała biorąc głęboki oddech.
Siedzieliśmy i patrzyliśmy po sobie nawzajem. Widziałam, że chłopaki coraz bardziej odpuszczają. Szybko im to poszło, nie ma co. Jedynie Sebastian siedział cały czas w tej samej pozycji.
- Mała cieszymy się, że wróciłaś, ale daj nam trochę czasu... Musimy się oswoić z całą sytuacją... - pierwszy odezwał się niepewnie Scotti, a reszta przytaknęła mu ruchem głowy. Maria skierowała swój wzrok na mnie oczekując czegokolwiek. Miałam do niej wielki żal, ale tak dawno jej nie widziałam.
- Chodź tu - wyswobodziłam się z ramion Rachela i podeszłam do blondynki ściskając ją mocno. Jak dobrze było znowu móc się do niej przytulić. Czułam, że trochę się uspokoiła.
- Ale nie myśl sobie, że już Ci wybaczyłam... Mamy jeszcze do pogadania. Ale teraz... cieszę się, że jesteś. - znowu objęłam ją szczelnie ramionami.
- Ja też Ivy, ja też - objęła mnie mocniej wtulając twarz w moje włosy. Kiedy już się od siebie oderwałyśmy zaczęli do niej po kolei podchodzić członkowie zespołu. Wiadomo, że nie wybaczyliśmy jej całkowicie. Ale w końcu wróciła. Widać było, że Marii spadł kamień z serca i wzruszyła się naszym zachowaniem. Jedyną osobą, która do niej nie podeszła był Sebastian.
- To Wy sobie pogadajcie... Musicie wyjaśnić sobie kilka spraw. - powiedziałam patrząc wymownie na zainteresowanych i rozeszliśmy się do swoich pokoi zostawiając parę samą.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Hmm...
<werbelek>
WRÓCIŁAM! Cieszycie się? :P
Z czymś nowym, zupełnie innym.
Następnego dnia po zawieszeniu bloga przyszedł mi do głowy pomysł na nowe opowiadanie, którego mam nadzieję, nie zawalę.
Nie wykluczam również powrotu na tego bloga :)
Nowy:
http://only-love-can-save-you.blogspot.com/
To tyle ode mnie xD
WRÓCIŁAM! Cieszycie się? :P
Z czymś nowym, zupełnie innym.
Następnego dnia po zawieszeniu bloga przyszedł mi do głowy pomysł na nowe opowiadanie, którego mam nadzieję, nie zawalę.
Nie wykluczam również powrotu na tego bloga :)
Nowy:
http://only-love-can-save-you.blogspot.com/
To tyle ode mnie xD
czwartek, 21 lutego 2013
Przepraszam !
Nie chciałam tego robić... Naprawdę. Myślałam, że jednak uda mi się tego uniknąć. Ale nie widzę innego wyjścia. Nie potrafię już nic napisać. Totalnie brak mi weny, pomysłu, chęci, czasu. Szkoła nie daje żyć, więc nawet nie mam kiedy się zastanowić nad dalszymi losami bohaterów.
Przepraszam Was, bo doskonale wiem, jak się w takiej sytuacji czują czytelnicy, ale nie chcę Was zwodzić, że może kiedyś coś się pojawi... Być może tak się stanie, ale nie przewiduję tego w najbliższej przyszłości...
Tak więc, żeby wszystko było jasne:
Przepraszam Was, bo doskonale wiem, jak się w takiej sytuacji czują czytelnicy, ale nie chcę Was zwodzić, że może kiedyś coś się pojawi... Być może tak się stanie, ale nie przewiduję tego w najbliższej przyszłości...
Tak więc, żeby wszystko było jasne:
BLOG ZOSTAJE ZAWIESZONY!
I chciałabym Wam wszystkim serdecznie podziękować, bo Wasze komentarze zawsze były dla mnie bardzo ważne i dawały kopa do dalszego pisania <3
Także do napisania kiedyśtam Kochana Rodzinko (pozwolę tak sobie Was nazwać, a co!) :* <3
Bo nie mówię, że nie wrócę! (nie znacie dnia ani godziny :DD)
P.S. Informujcie mnie dalej o nowych rozdziałach. Wasze blogi będę czytać z przyjemnością :)
niedziela, 10 lutego 2013
Kill 'Em All
To nie jest rozdział. Nawet nie wiem, jak to nazwać.Najtrafniejsze byłoby chyba określenie 'dodatek'. W każdym bądź razie jest to moja odskocznia od opowiadań o zespołach. Tak, 'Kill 'Em All' nie jest o żadnym zespole i w ogóle nie miało ujrzeć światła dziennego, ale po rozmowie z pewnymi osobami postanowiłam jednak wstawić to na bloga. Jeśli chodzi o pomysł to zrodził się on po pewnym śnie, którego nie pamiętam, ale zaraz po przebudzeniu stwierdziłam, że napiszę 'to'. W sumie, gdy się nad tym głębiej zastanawiam dochodzę do wniosku, iż zawsze chciałam napisać coś w tym stylu.
Uprzedzam, że jeśli ktoś jest wrażliwszy, to nie musi czytać :)
Mary to drobna, dwudziestoletnia dziewczyna o brązowych, długich włosach i zielonych oczach w kształcie migdałów. Z pozoru jest zwykłą młodą kobietą, ale ma jedno dość nietypowe hobby. A mianowicie, gdy robi się ciemno, Mary wychodzi na brudne ulice New Jersey i szuka ofiar. Tak, ofiar. Brunetka jest brutalnym mordercą. Tak dla przyjemności i zabawy.
W dzisiejszy wieczór jednak coś pokrzyżowało jej plany. A raczej ktoś . Niespodziewanie do jej skromnego mieszkania, urządzonego w gotyckim stylu zapukał wysoki blondyn o imieniu Eric. Znali się ze studiów prawniczych, a Mary zawsze miała wrażenie, że niebieskooki chłopak nie jest do końca normalny, zachowywał się dziwnie i ewidentnie ją podrywał. Jednak ona nie miała zamiaru z nikim się wiązać. Jedyne, co była w stanie kochać to rozbryzgująca się krew, rosnąca ekscytacja i przerażony krzyk ofiar, który dudnił jej w uszach przez jeszcze wiele godzin po dokonaniu mordu. Tak, to było coś, co sprawiało, że czuła się lepiej. Odbieranie komuś życia, było jej sposobem na egzystencję.
- Czego chcesz? - zapytała szorstko Erica, gdy zobaczyła go w drzwiach wejściowych z butelką dobrego, bo drogiego wina w ręce. A przynajmniej tak jej się wydawało. Nigdy nie miała zbyt wielu pieniędzy, co nie znaczyło, że była jakąś biedaczką pozbawioną perspektyw na życie. Po prostu jej rodzice nie byli aż tak zamożni, jak większość jej rówieśników, stąd też nigdy nie miała zbyt wielu przyjaciół. Oczywiście swoją winę też w tym miała, bo zawsze odpychała od siebie ludzi. Była dla nich chamska i opryskliwa, więc się odczepiali i nigdy nie odzywali po raz drugi. Myślała, że tak będzie również w przypadku blondyna, ale jak widać grubo się pomyliła, bo chłopak nie miał zamiaru odpuścić. A tyle razy mówiła mu, że ma spierdalać i nie zawracać jej dupy. Chociaż w sumie skoro już tu przyszedł, a ona miała wyjść, żeby zrobić swoje... Czyżby pierwszy raz w życiu ofiara sama do niej przyszła?
- No dobra, właź - otworzyła szerzej drzwi i próbowała się uśmiechnąć. Miała świadomość, że raczej nie wyszło, ale przecież rzadko to robiła. Nie jest typem ekstrowertyka. Jednak Eric odwzajemnił jej grymas, ale musiała przyznać sama przed sobą, że jemu wyszło to zdecydowanie lepiej. Wzruszyła ramionami i zaprowadziła gościa do salonu. Na szczęście nie zdążyła jeszcze przygotować się do nocnego wyjścia na tyle, żeby mieć narzędzia zbrodni na wierzchu. A były to zwykły młotek, mała siekiera i nóż z kastetem na rękojeści. Jej kochane rzeczy, pokusiła by się nawet o stwierdzenie, iż są to jej pewnego rodzaju talizmany.
Kazała blondynowi usiąść na kanapie, a sama szybko poszła do kuchni po korkociąg. Wyciągnęła go z górnej szuflady i obracała kilka razy w dłoni, uważnie się mu przyglądając. Zastanawiała się, jak bardzo brutalne rany mogłaby mu zadać tym ostrym przedmiotem, ale dość szybko z tego zrezygnowała. Nie będzie brudzić krwią otwieracza do wina. Przecież coś musi wypić po dokonaniu zbrodni.
Szybkim krokiem wróciła do salonu, żeby jej gość nie miał zbyt wiele czasu na rozglądnięcie po jej mieszkaniu. Nie była do końca pewna, gdzie schowała przedmioty zbrodni po ostatnim wyjściu. Powinny leżeć w szufladzie w salonie, ale wczoraj wróciła trochę za bardzo zdenerwowana. Wszystko przez to, że wydawało jej się, że ktoś ją widzi. Nawet dobrze nie zdążyła poczuć satysfakcji, bo uciekała w popłochu. Dzisiaj miała zamiar to zmienić i napełnić się satysfakcją w nadmiarze.
- Trzymaj - podała korkociąg Ericowi, a sama sięgnęła do kredensu i wyjęła dwa kieliszki. Podsunęła je blondynowi patrząc na jego zaciętą minę, gdy próbował otworzyć butelkę. Ewidentnie nie mógł sobie poradzić, a że Mary nie była cierpliwą osobą, wyrwała chłopakowi wino i sama otworzyła je szybkim i zdecydowanym ruchem, a następnie rozlała ciecz w kolorze krwi do naczyń. Eric patrzył na nią zdumionymi oczyma i była pewna, że poczuł się zażenowany całą sytuacją. Ale miała to w nosie. Zdawała sobie sprawę, że musi być chociaż trochę miła, jeśli chcę wypełnić swój plan na wieczór, ale bez przesady. Aż tak nie potrafiła się poświęcić.
Rozmowa zupełnie im się nie kleiła. Po 10 minutach rozmowy, a była to chyba jak na razie ich pierwsza tak długa wymiana zdań, Mary wiedziała, że Eric zawsze wydawał jej się dziwny, bo był po prostu nudny. Zero zainteresowań, ani pasji. Zagadywał ją o zupełnie błahe rzeczy, jak nauka do egzaminu. Brunetka odpowiadała zdawkowo, a w myślach już widziała blondyna leżącego w kałuży krwi z roztrzaskaną głową i wątrobą wystającą z otwartego brzucha. Cały czas dolewała chłopakowi wina, żeby uśpić jego czujność, której nawet jakoś bardzo się po nim nie spodziewała. Koleś był po prostu głupi.
Z ulgą przyjęła więc jego pytanie o łazienkę. Wskazała mu kierunek i odetchnęła z ulgą, gdy tylko zniknął z jej oczu. Wiedziała, że sprawę musi załatwić jak najszybciej, bo inaczej nie wytrzyma i ze złości i zniecierpliwienia może popełnić jakiś błąd.
Gdy Eric wrócił z toalety wiedziała, że coś jest nie tak. Blondyn patrzył na nią dziwnie i wyraźnie był spięty. Domyślała się, iż chłopak odkrył coś czego nie powinien i domyślił się całej prawdy. Czyli teraz musiała działać naprawdę ostrożnie. Zaczęła od położenia ręki na udzie gościa i cichego wyszeptania, że nie ma się czego bać. Raczej nie podziałało, bo chłopak zaczął niebezpiecznie szybko oddychać. Mary w pewnym momencie myślała, że zabraknie mu tchu i cała przyjemność z mordu pójdzie się jebać, ale nic takiego nie miało miejsca i Eric nieco się uspokoił. Brunetka nalała mu cały kieliszek wina, który wypił jednym duszkiem, a sama udała się do łazienki. Wiedziała, że chłopak nigdzie nie pójdzie, bo jest zbyt przerażony, żeby się gdziekolwiek ruszyć. Znała taki typ ludzi. Spotykała ich nadzwyczaj często. Trochę odbierali jej tym przyjemność, bo nie mogła się z nimi dłużej pobawić, ale przynajmniej nie musiała się specjalnie męczyć.
Weszła do pomieszczenia i już wiedziała, co tak przestraszyło chłopaka. Wczoraj, gdy myła nóż zapomniała go schować, a nawet dokładnie wyczyścić i teraz leżał sobie na umywalce nosząc ślady krwi młodej prostytutki. Westchnęła karcąc siebie w myślach i chwyciła rękojeść. Włożyła ostrze za pasek od spodni i przykryła je bluzką. Spojrzała jeszcze w lustro i jak gdyby nigdy nic wróciła do salonu. Oczywiście Eric siedział nadal w tym samym miejscu. Uśmiechnęła się przebiegle na ten widok i ostrożnie podeszła do chłopaka od tyłu. Nachyliła się lekko i zbliżając usta do jego ucha, wyszeptała: "a teraz się zabawimy". Blondyn drgnął niebezpiecznie i już chciał się podnieść, ale Mary była szybsza i sięgnęła do spodni, po czym wyjęła nóż i przyłożyła blondynowi do gardła. Miała go serdecznie dość. Zirytował ją swoją obecnością i tym, że miał czelność przyjść do niej, gdy ona miała inne plany na ten wieczór. Nie zastanawiając się długo przejechała ostrzem po cienkiej skórze chłopaka, po czym z satysfakcją obserwowała, jak jego krew tętnicza rozbryzguje się po jej nieskazitelnie białej kanapie, robiąc na niej czerwone plamy. Krzyk ofiary rozniósł się po całym mieszkaniu przyjemnie drażniąc jej uszy. Jednak Eric okazał się być słaby i po chwili opadł na kanapę wydając z siebie ostatni oddech. Mary czuła się zawiedziona. Miała nadzieję na większą zabawę. Liczyła na to, że będzie musiała jeszcze go dobijać. Jednak blondyn sam się dobił. I tak po prostu umarł. Mary wydęła wargi i nalała sobie resztkę wina, po czym wypiła ją duszkiem. Czuła, że ma rozbudzony apetyt, a jej instynkt mordercy działa na najwyższych obrotach. Wstała i podeszła do szuflady. Tak jak się spodziewała na dnie leżał młotek i siekiera. Schowała je do torby i zostawiając ciało Erica wyszła na ulicę New Jersey.
Uważnie obserwowała każdą napotkaną osobę szukając potencjalnej ofiary. Dziś nie chciała, żeby była to przypadkowa osoba. To musi być ktoś inny. Jeszcze nie wiedziała dokładnie, czego szuka, ale wiedziała, że jak zobaczy tą osobę, będzie wiedziała, że jest idealna.
No i znalazła. Ciemny zaułek, a w nim jakiś młody ćpun. Nikogo wokoło. Idealnie. Tego szukała. Tego jej było trzeba. Podeszła do niego spokojnie. Chłopak akurat dawał sobie w żyłę.
- Masz ognia? - zapytała siląc się na obojętny ton. Chłopak spojrzał na nią zamroczonym wzrokiem i wiedziała, że w ogóle nie dotarło do niego to, co powiedziała. Nie bawiąc się w jakieś próby dogadania z ćpunem, wyciągnęła z torby siekierę i wbiła ją chłopakowi w serce. Później ją wyjęła z ciała i zadała jeszcze kilka ran powodując wypłynięcie morza krwi naokoło. Gdy wiedziała, że chłopak już nie oddycha i nie wykazuje żadnych oznak życia, odsunęła się opadając na mokrą ziemię i dysząc ze zmęczenia. Popatrzyła na swoje 'dzieło'. Chłopak leżał na wpół siedząc, a z jego rozbebeszonego ciała wystawały jelita. Kilka metrów dalej leżał jakiś organ. Chyba trzustka, ale Mary nie była pewna.
Brunetka oddychała ciężko, a oczy prawie wyszły jej z orbit. Powód był prosty. Dziewczyna była przerażona. Po raz pierwszy w życiu przestraszyła się tego, co zrobiła. Dotarło do niej, że nie czuje żadnej satysfakcji. Nie, tego nie była w stanie przeżyć.
Sięgnęła do swojej torby i dziękowała samej sobie, że gdy wychodziła z mieszkania złapała jeszcze nóż i wrzuciła go do torby. Wyjęła go i bacznie mu się przyjrzała obracając w dłoni. Po chwili zamknęła oczy i skierowała dłoń w swoją stronę, a następnie wbiła ostrze w samo serce. Poczuła przeszywający ból, a z jej gardła wydobył się niemy krzyk. Opadła na ziemię uderzając w nią lekko głową. Oddychała coraz wolniej, aż w końcu wzięła ostatni w swoim życiu wdech i wydała ostatnie tchnienie. Oczy cały czas miała otwarte, ale jej serce, w które wbity był nóż już dawno nie biło.
Mary Deninson popełniła samobójstwo w nocy z 23 na 24 października mając zaledwie dwadzieścia lat. W swoim potencjalnie krótkim życiu zamordowała niezliczoną liczbę osób. I zmarła tak jak żyła. Odbierając życie, a nie czekając na śmierć z łaski Boga.
Uprzedzam, że jeśli ktoś jest wrażliwszy, to nie musi czytać :)
Mary to drobna, dwudziestoletnia dziewczyna o brązowych, długich włosach i zielonych oczach w kształcie migdałów. Z pozoru jest zwykłą młodą kobietą, ale ma jedno dość nietypowe hobby. A mianowicie, gdy robi się ciemno, Mary wychodzi na brudne ulice New Jersey i szuka ofiar. Tak, ofiar. Brunetka jest brutalnym mordercą. Tak dla przyjemności i zabawy.
W dzisiejszy wieczór jednak coś pokrzyżowało jej plany. A raczej ktoś . Niespodziewanie do jej skromnego mieszkania, urządzonego w gotyckim stylu zapukał wysoki blondyn o imieniu Eric. Znali się ze studiów prawniczych, a Mary zawsze miała wrażenie, że niebieskooki chłopak nie jest do końca normalny, zachowywał się dziwnie i ewidentnie ją podrywał. Jednak ona nie miała zamiaru z nikim się wiązać. Jedyne, co była w stanie kochać to rozbryzgująca się krew, rosnąca ekscytacja i przerażony krzyk ofiar, który dudnił jej w uszach przez jeszcze wiele godzin po dokonaniu mordu. Tak, to było coś, co sprawiało, że czuła się lepiej. Odbieranie komuś życia, było jej sposobem na egzystencję.
- Czego chcesz? - zapytała szorstko Erica, gdy zobaczyła go w drzwiach wejściowych z butelką dobrego, bo drogiego wina w ręce. A przynajmniej tak jej się wydawało. Nigdy nie miała zbyt wielu pieniędzy, co nie znaczyło, że była jakąś biedaczką pozbawioną perspektyw na życie. Po prostu jej rodzice nie byli aż tak zamożni, jak większość jej rówieśników, stąd też nigdy nie miała zbyt wielu przyjaciół. Oczywiście swoją winę też w tym miała, bo zawsze odpychała od siebie ludzi. Była dla nich chamska i opryskliwa, więc się odczepiali i nigdy nie odzywali po raz drugi. Myślała, że tak będzie również w przypadku blondyna, ale jak widać grubo się pomyliła, bo chłopak nie miał zamiaru odpuścić. A tyle razy mówiła mu, że ma spierdalać i nie zawracać jej dupy. Chociaż w sumie skoro już tu przyszedł, a ona miała wyjść, żeby zrobić swoje... Czyżby pierwszy raz w życiu ofiara sama do niej przyszła?
- No dobra, właź - otworzyła szerzej drzwi i próbowała się uśmiechnąć. Miała świadomość, że raczej nie wyszło, ale przecież rzadko to robiła. Nie jest typem ekstrowertyka. Jednak Eric odwzajemnił jej grymas, ale musiała przyznać sama przed sobą, że jemu wyszło to zdecydowanie lepiej. Wzruszyła ramionami i zaprowadziła gościa do salonu. Na szczęście nie zdążyła jeszcze przygotować się do nocnego wyjścia na tyle, żeby mieć narzędzia zbrodni na wierzchu. A były to zwykły młotek, mała siekiera i nóż z kastetem na rękojeści. Jej kochane rzeczy, pokusiła by się nawet o stwierdzenie, iż są to jej pewnego rodzaju talizmany.
Kazała blondynowi usiąść na kanapie, a sama szybko poszła do kuchni po korkociąg. Wyciągnęła go z górnej szuflady i obracała kilka razy w dłoni, uważnie się mu przyglądając. Zastanawiała się, jak bardzo brutalne rany mogłaby mu zadać tym ostrym przedmiotem, ale dość szybko z tego zrezygnowała. Nie będzie brudzić krwią otwieracza do wina. Przecież coś musi wypić po dokonaniu zbrodni.
Szybkim krokiem wróciła do salonu, żeby jej gość nie miał zbyt wiele czasu na rozglądnięcie po jej mieszkaniu. Nie była do końca pewna, gdzie schowała przedmioty zbrodni po ostatnim wyjściu. Powinny leżeć w szufladzie w salonie, ale wczoraj wróciła trochę za bardzo zdenerwowana. Wszystko przez to, że wydawało jej się, że ktoś ją widzi. Nawet dobrze nie zdążyła poczuć satysfakcji, bo uciekała w popłochu. Dzisiaj miała zamiar to zmienić i napełnić się satysfakcją w nadmiarze.
- Trzymaj - podała korkociąg Ericowi, a sama sięgnęła do kredensu i wyjęła dwa kieliszki. Podsunęła je blondynowi patrząc na jego zaciętą minę, gdy próbował otworzyć butelkę. Ewidentnie nie mógł sobie poradzić, a że Mary nie była cierpliwą osobą, wyrwała chłopakowi wino i sama otworzyła je szybkim i zdecydowanym ruchem, a następnie rozlała ciecz w kolorze krwi do naczyń. Eric patrzył na nią zdumionymi oczyma i była pewna, że poczuł się zażenowany całą sytuacją. Ale miała to w nosie. Zdawała sobie sprawę, że musi być chociaż trochę miła, jeśli chcę wypełnić swój plan na wieczór, ale bez przesady. Aż tak nie potrafiła się poświęcić.
Rozmowa zupełnie im się nie kleiła. Po 10 minutach rozmowy, a była to chyba jak na razie ich pierwsza tak długa wymiana zdań, Mary wiedziała, że Eric zawsze wydawał jej się dziwny, bo był po prostu nudny. Zero zainteresowań, ani pasji. Zagadywał ją o zupełnie błahe rzeczy, jak nauka do egzaminu. Brunetka odpowiadała zdawkowo, a w myślach już widziała blondyna leżącego w kałuży krwi z roztrzaskaną głową i wątrobą wystającą z otwartego brzucha. Cały czas dolewała chłopakowi wina, żeby uśpić jego czujność, której nawet jakoś bardzo się po nim nie spodziewała. Koleś był po prostu głupi.
Z ulgą przyjęła więc jego pytanie o łazienkę. Wskazała mu kierunek i odetchnęła z ulgą, gdy tylko zniknął z jej oczu. Wiedziała, że sprawę musi załatwić jak najszybciej, bo inaczej nie wytrzyma i ze złości i zniecierpliwienia może popełnić jakiś błąd.
Gdy Eric wrócił z toalety wiedziała, że coś jest nie tak. Blondyn patrzył na nią dziwnie i wyraźnie był spięty. Domyślała się, iż chłopak odkrył coś czego nie powinien i domyślił się całej prawdy. Czyli teraz musiała działać naprawdę ostrożnie. Zaczęła od położenia ręki na udzie gościa i cichego wyszeptania, że nie ma się czego bać. Raczej nie podziałało, bo chłopak zaczął niebezpiecznie szybko oddychać. Mary w pewnym momencie myślała, że zabraknie mu tchu i cała przyjemność z mordu pójdzie się jebać, ale nic takiego nie miało miejsca i Eric nieco się uspokoił. Brunetka nalała mu cały kieliszek wina, który wypił jednym duszkiem, a sama udała się do łazienki. Wiedziała, że chłopak nigdzie nie pójdzie, bo jest zbyt przerażony, żeby się gdziekolwiek ruszyć. Znała taki typ ludzi. Spotykała ich nadzwyczaj często. Trochę odbierali jej tym przyjemność, bo nie mogła się z nimi dłużej pobawić, ale przynajmniej nie musiała się specjalnie męczyć.
Weszła do pomieszczenia i już wiedziała, co tak przestraszyło chłopaka. Wczoraj, gdy myła nóż zapomniała go schować, a nawet dokładnie wyczyścić i teraz leżał sobie na umywalce nosząc ślady krwi młodej prostytutki. Westchnęła karcąc siebie w myślach i chwyciła rękojeść. Włożyła ostrze za pasek od spodni i przykryła je bluzką. Spojrzała jeszcze w lustro i jak gdyby nigdy nic wróciła do salonu. Oczywiście Eric siedział nadal w tym samym miejscu. Uśmiechnęła się przebiegle na ten widok i ostrożnie podeszła do chłopaka od tyłu. Nachyliła się lekko i zbliżając usta do jego ucha, wyszeptała: "a teraz się zabawimy". Blondyn drgnął niebezpiecznie i już chciał się podnieść, ale Mary była szybsza i sięgnęła do spodni, po czym wyjęła nóż i przyłożyła blondynowi do gardła. Miała go serdecznie dość. Zirytował ją swoją obecnością i tym, że miał czelność przyjść do niej, gdy ona miała inne plany na ten wieczór. Nie zastanawiając się długo przejechała ostrzem po cienkiej skórze chłopaka, po czym z satysfakcją obserwowała, jak jego krew tętnicza rozbryzguje się po jej nieskazitelnie białej kanapie, robiąc na niej czerwone plamy. Krzyk ofiary rozniósł się po całym mieszkaniu przyjemnie drażniąc jej uszy. Jednak Eric okazał się być słaby i po chwili opadł na kanapę wydając z siebie ostatni oddech. Mary czuła się zawiedziona. Miała nadzieję na większą zabawę. Liczyła na to, że będzie musiała jeszcze go dobijać. Jednak blondyn sam się dobił. I tak po prostu umarł. Mary wydęła wargi i nalała sobie resztkę wina, po czym wypiła ją duszkiem. Czuła, że ma rozbudzony apetyt, a jej instynkt mordercy działa na najwyższych obrotach. Wstała i podeszła do szuflady. Tak jak się spodziewała na dnie leżał młotek i siekiera. Schowała je do torby i zostawiając ciało Erica wyszła na ulicę New Jersey.
Uważnie obserwowała każdą napotkaną osobę szukając potencjalnej ofiary. Dziś nie chciała, żeby była to przypadkowa osoba. To musi być ktoś inny. Jeszcze nie wiedziała dokładnie, czego szuka, ale wiedziała, że jak zobaczy tą osobę, będzie wiedziała, że jest idealna.
No i znalazła. Ciemny zaułek, a w nim jakiś młody ćpun. Nikogo wokoło. Idealnie. Tego szukała. Tego jej było trzeba. Podeszła do niego spokojnie. Chłopak akurat dawał sobie w żyłę.
- Masz ognia? - zapytała siląc się na obojętny ton. Chłopak spojrzał na nią zamroczonym wzrokiem i wiedziała, że w ogóle nie dotarło do niego to, co powiedziała. Nie bawiąc się w jakieś próby dogadania z ćpunem, wyciągnęła z torby siekierę i wbiła ją chłopakowi w serce. Później ją wyjęła z ciała i zadała jeszcze kilka ran powodując wypłynięcie morza krwi naokoło. Gdy wiedziała, że chłopak już nie oddycha i nie wykazuje żadnych oznak życia, odsunęła się opadając na mokrą ziemię i dysząc ze zmęczenia. Popatrzyła na swoje 'dzieło'. Chłopak leżał na wpół siedząc, a z jego rozbebeszonego ciała wystawały jelita. Kilka metrów dalej leżał jakiś organ. Chyba trzustka, ale Mary nie była pewna.
Brunetka oddychała ciężko, a oczy prawie wyszły jej z orbit. Powód był prosty. Dziewczyna była przerażona. Po raz pierwszy w życiu przestraszyła się tego, co zrobiła. Dotarło do niej, że nie czuje żadnej satysfakcji. Nie, tego nie była w stanie przeżyć.
Sięgnęła do swojej torby i dziękowała samej sobie, że gdy wychodziła z mieszkania złapała jeszcze nóż i wrzuciła go do torby. Wyjęła go i bacznie mu się przyjrzała obracając w dłoni. Po chwili zamknęła oczy i skierowała dłoń w swoją stronę, a następnie wbiła ostrze w samo serce. Poczuła przeszywający ból, a z jej gardła wydobył się niemy krzyk. Opadła na ziemię uderzając w nią lekko głową. Oddychała coraz wolniej, aż w końcu wzięła ostatni w swoim życiu wdech i wydała ostatnie tchnienie. Oczy cały czas miała otwarte, ale jej serce, w które wbity był nóż już dawno nie biło.
Mary Deninson popełniła samobójstwo w nocy z 23 na 24 października mając zaledwie dwadzieścia lat. W swoim potencjalnie krótkim życiu zamordowała niezliczoną liczbę osób. I zmarła tak jak żyła. Odbierając życie, a nie czekając na śmierć z łaski Boga.
wtorek, 5 lutego 2013
Psycho Love - Rozdział 13
Obudziłam się z tępym bólem głowy, a w moim żołądku coś niebezpiecznie wirowało. Podniosłam się i oparłam na łokciu rozglądając po pomieszczeniu. Byłam w domu, w łóżku, w pokoju Rachela. Stop. Moim i Rachela. Spojrzałam w bok. Brunet jeszcze smacznie spał przytulając poduszkę. Nieźle wczoraj zabalowaliśmy. W ogóle nie pamiętam powrotu do domu. Film urywa mi się po tym, jak Izzy wyciągnął dragi częstując wszystkich naokoło. Z tego co kojarzę, wszyscy skorzystaliśmy, a później znowu piliśmy. I w tym momencie pojawia się czarna dziura. Westchnęłam i z powrotem opadłam na miękkie poduszki. Jednak tak gwałtowny ruch nie był zbyt dobrym pomysłem, bo w moim brzuchu wywołało to niemałą rewolucję. Jakoś udało mi się stłumić uczucie mdłości i teraz już powoli wstałam z łóżka. Spojrzałam na siebie. Byłam we wczorajszych ciuchach, tak samo zresztą jak Bolan. Ziewnęłam lekko i poszłam do łazienki. Tam wzięłam ciepły prysznic, który rozluźnił nieco moje mięśnie i owinięta puchatym ręcznikiem poszłam do pokoju. Wzięłam jakieś pierwsze lepsze rzeczy i szybko się ubrałam zostawiając mokre włosy rozpuszczone. W gardle miałam niezłą pustynię, więc od razu poszłam na dół. W kuchni zastałam tylko leżącego z głową na stole Duffa. Zaraz. Duffa?!
- Duffy? - podeszłam do niego i pogłaskałam go po włosach.
- Hmm? - mruknął tylko niewyraźnie nie podnosząc głowy.
Zaśmiałam się lekko i sięgnęłam do lodówki wyjmując dwie butelki wody. Jedną postawiłam przed blondynem, a drugą otworzyłam i siedząc na krześle przy stole opróżniłam ją za jednym zamachem. McKagan, gdy tylko usłyszał dźwięk butelki stawianej na stole od razu podniósł głowę i zabrał się za picie wody. Siedzieliśmy tak nic nie mówiąc, tylko się na siebie patrząc, aż w końcu się odezwałam:
- Co Ty tu robisz? - no co? Byłam ciekawa. Bo jakoś nie przypominam sobie, żeby ten uroczy blondyn mieszkał z nami.
- Sam chciałbym to wiedzieć, Mała - uśmiechnął się - Nieźle wczoraj zabalowaliśmy, co? - poruszył zabawnie brwiami.
- O tak! Połowy imprezy nie pamiętam - powiedziałam marszcząc czoło.
- Ja to samo! Ale to może oznaczać tylko tyle, że zajebiście się bawiliśmy.
- Otóż to! - zaśmialiśmy się. Duff już chciał coś powiedzieć, gdy w kuchni rozległ się głos:
- Wooooody! - zawył wchodzący... Slash?!
Ilu ich tu kurwa jeszcze jest?
- Lodówka - podpowiedziałam gitarzyście i wyszłam do salonu ciekawa kogo jeszcze zobaczę. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu w pokoju spali wszyscy Gunsi wraz z dziewczynami. Zrobiłam oczy jak pięciozłotówki, a po chwili zaczęłam się śmiać sama do siebie. Wygląda na to, że impreza faktycznie była zajebista, skoro wszyscy wylądowaliśmy w jednym domu.
- Z czego się śmiejesz? - obok mnie pojawił się Sebastian.
- Z tego - odpowiedziałam i wskazałam głową na śpiące towarzystwo. Blondyn zaśmiał się i powiedział:
- Kurwa, prawie nic nie pamiętam
- To tak jak ja - poklepałam go po ramieniu i wróciłam do kuchni. Usiadłam na blacie i obserwowałam skacowanych chłopaków. Po chwili w pomieszczeniu pojawili się wszyscy Skidzi i od razu rzucili się na butelki z wodą.
- Głodny jestem - powiedział Rob, kiedy wszyscy już zaspokoili swoje pragnienie.
- Ja też - przytaknęłam i spojrzałam na lodówkę. Ale nie wstałam z tego blatu, na którym siedziałam. Miałam nadzieję, że ktoś zrobi żarcie. Nie myliłam się, bo po chwili z krzesła wstał Snake i zaczął przygotowywać prowizoryczne śniadanie składające się z chleba posmarowanego Nutellą. Ja jedynie wstawiłam wodę na herbatę, bo była to czynność nie wymagająca ode mnie zmiany miejsca położenia. Kiedy Sabo przygotowywał jedzenie, do kuchni schodzili się po kolei skacowani Gunsi wraz z dziewczynami. Po 10 minutach przy stole byliśmy już wszyscy i zaczęliśmy wpieprzać kanapki z Nutellą.
- Ludzie! Ktoś coś pamięta? - zapytał Axl z głową położoną na ramieniu Michelle. My tylko pokręciliśmy przecząco głową i zajęliśmy się jedzeniem. Wszystkich tak męczył kac, że nikt się nie odzywał, i gdy skończyliśmy posiłek, Gunsi pożegnali się i wyszli mówiąc, że spotkamy się później.
My siedzieliśmy dalej, ale nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić, więc rozeszliśmy się do swoich pokoi.
Leżałam właśnie na łóżku wtulona w Rachela, a on gładził dłonią moje ramię. Nic nie mówiliśmy, ale ja w końcu przerwałam tą ciszę, bo od wczoraj nurtowała mnie pewna rzecz:
- Kochanie, co zrobiliście Axlowi, że teraz jest taki kochany i przyszedł do Michy z podkulonym ogonem?
- Nie no, nic takiego - odpowiedział.
- Powiedz mi, chcę wiedzieć - podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Popatrzył na mnie i zaczął mówić:
- No po prostu najpierw dostał za to, że chciał Cię uderzyć, a później dosyć dosadnie z nim pogadaliśmy.
- Szczegóły proszę - wyszczerzyłam się. Rachel westchnął tylko.
- Jak już szczęka przestała go boleć po spotkaniu z moją pięścią, powiedzieliśmy mu, że facet, który bije kobiety to nie facet, i jeszcze raz to zrobi, a go osobiście wykastrujemy. Oczywiście z naszej strony padło dużo słów, ale już nie będę ich tu Ci powtarzał. Ale ogólnie chyba wyglądaliśmy naprawdę poważnie, skoro aż tak do niego dotarło.
- I dobrze. Należało mu się, a co! Dzięki, że pomogliście - pocałowałam Rachela. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, a że akurat leżeliśmy na łóżku nie musieliśmy się nigdzie ruszać i szybko zdjęliśmy z siebie ubrania. Po chwili byliśmy całkowicie nadzy i oddaliśmy się wzajemnej rozkoszy.
***
Kiedy już się ogarnęliśmy, zeszliśmy na dół do chłopaków, którzy siedzieli w salonie i oglądali jakiś koncert w tv. Dosiedliśmy się do nich. Baz patrzył na mnie i zadziornie się uśmiechał. Spojrzałam na niego wzrokiem "no co?", a on tylko wzruszył ramionami nie przestając się szczerzyć, więc wróciłam do oglądania koncertu Stones'ów. Pod koniec całego widowiska, kiedy wykonywali bisowe "Satisfaction", usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni, bo nie spodziewaliśmy się nikogo, ale nikt nie ruszył swoich czterech liter, więc z ciężkim westchnięciem, ale ja to zrobiłam. Wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je zamaszystym ruchem i stanęłam jak wmurowana. Zabrakło mi tchu, a oczy zrobiły się jak pięciozłotówki. Spodziewałabym się każdego. Ale nie jej.
Ale krótkie wyszło...
Mam wrażenie, że coraz mniej osób to czyta...
- Duffy? - podeszłam do niego i pogłaskałam go po włosach.
- Hmm? - mruknął tylko niewyraźnie nie podnosząc głowy.
Zaśmiałam się lekko i sięgnęłam do lodówki wyjmując dwie butelki wody. Jedną postawiłam przed blondynem, a drugą otworzyłam i siedząc na krześle przy stole opróżniłam ją za jednym zamachem. McKagan, gdy tylko usłyszał dźwięk butelki stawianej na stole od razu podniósł głowę i zabrał się za picie wody. Siedzieliśmy tak nic nie mówiąc, tylko się na siebie patrząc, aż w końcu się odezwałam:
- Co Ty tu robisz? - no co? Byłam ciekawa. Bo jakoś nie przypominam sobie, żeby ten uroczy blondyn mieszkał z nami.
- Sam chciałbym to wiedzieć, Mała - uśmiechnął się - Nieźle wczoraj zabalowaliśmy, co? - poruszył zabawnie brwiami.
- O tak! Połowy imprezy nie pamiętam - powiedziałam marszcząc czoło.
- Ja to samo! Ale to może oznaczać tylko tyle, że zajebiście się bawiliśmy.
- Otóż to! - zaśmialiśmy się. Duff już chciał coś powiedzieć, gdy w kuchni rozległ się głos:
- Wooooody! - zawył wchodzący... Slash?!
Ilu ich tu kurwa jeszcze jest?
- Lodówka - podpowiedziałam gitarzyście i wyszłam do salonu ciekawa kogo jeszcze zobaczę. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu w pokoju spali wszyscy Gunsi wraz z dziewczynami. Zrobiłam oczy jak pięciozłotówki, a po chwili zaczęłam się śmiać sama do siebie. Wygląda na to, że impreza faktycznie była zajebista, skoro wszyscy wylądowaliśmy w jednym domu.
- Z czego się śmiejesz? - obok mnie pojawił się Sebastian.
- Z tego - odpowiedziałam i wskazałam głową na śpiące towarzystwo. Blondyn zaśmiał się i powiedział:
- Kurwa, prawie nic nie pamiętam
- To tak jak ja - poklepałam go po ramieniu i wróciłam do kuchni. Usiadłam na blacie i obserwowałam skacowanych chłopaków. Po chwili w pomieszczeniu pojawili się wszyscy Skidzi i od razu rzucili się na butelki z wodą.
- Głodny jestem - powiedział Rob, kiedy wszyscy już zaspokoili swoje pragnienie.
- Ja też - przytaknęłam i spojrzałam na lodówkę. Ale nie wstałam z tego blatu, na którym siedziałam. Miałam nadzieję, że ktoś zrobi żarcie. Nie myliłam się, bo po chwili z krzesła wstał Snake i zaczął przygotowywać prowizoryczne śniadanie składające się z chleba posmarowanego Nutellą. Ja jedynie wstawiłam wodę na herbatę, bo była to czynność nie wymagająca ode mnie zmiany miejsca położenia. Kiedy Sabo przygotowywał jedzenie, do kuchni schodzili się po kolei skacowani Gunsi wraz z dziewczynami. Po 10 minutach przy stole byliśmy już wszyscy i zaczęliśmy wpieprzać kanapki z Nutellą.
- Ludzie! Ktoś coś pamięta? - zapytał Axl z głową położoną na ramieniu Michelle. My tylko pokręciliśmy przecząco głową i zajęliśmy się jedzeniem. Wszystkich tak męczył kac, że nikt się nie odzywał, i gdy skończyliśmy posiłek, Gunsi pożegnali się i wyszli mówiąc, że spotkamy się później.
My siedzieliśmy dalej, ale nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić, więc rozeszliśmy się do swoich pokoi.
Leżałam właśnie na łóżku wtulona w Rachela, a on gładził dłonią moje ramię. Nic nie mówiliśmy, ale ja w końcu przerwałam tą ciszę, bo od wczoraj nurtowała mnie pewna rzecz:
- Kochanie, co zrobiliście Axlowi, że teraz jest taki kochany i przyszedł do Michy z podkulonym ogonem?
- Nie no, nic takiego - odpowiedział.
- Powiedz mi, chcę wiedzieć - podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Popatrzył na mnie i zaczął mówić:
- No po prostu najpierw dostał za to, że chciał Cię uderzyć, a później dosyć dosadnie z nim pogadaliśmy.
- Szczegóły proszę - wyszczerzyłam się. Rachel westchnął tylko.
- Jak już szczęka przestała go boleć po spotkaniu z moją pięścią, powiedzieliśmy mu, że facet, który bije kobiety to nie facet, i jeszcze raz to zrobi, a go osobiście wykastrujemy. Oczywiście z naszej strony padło dużo słów, ale już nie będę ich tu Ci powtarzał. Ale ogólnie chyba wyglądaliśmy naprawdę poważnie, skoro aż tak do niego dotarło.
- I dobrze. Należało mu się, a co! Dzięki, że pomogliście - pocałowałam Rachela. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, a że akurat leżeliśmy na łóżku nie musieliśmy się nigdzie ruszać i szybko zdjęliśmy z siebie ubrania. Po chwili byliśmy całkowicie nadzy i oddaliśmy się wzajemnej rozkoszy.
***
Kiedy już się ogarnęliśmy, zeszliśmy na dół do chłopaków, którzy siedzieli w salonie i oglądali jakiś koncert w tv. Dosiedliśmy się do nich. Baz patrzył na mnie i zadziornie się uśmiechał. Spojrzałam na niego wzrokiem "no co?", a on tylko wzruszył ramionami nie przestając się szczerzyć, więc wróciłam do oglądania koncertu Stones'ów. Pod koniec całego widowiska, kiedy wykonywali bisowe "Satisfaction", usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni, bo nie spodziewaliśmy się nikogo, ale nikt nie ruszył swoich czterech liter, więc z ciężkim westchnięciem, ale ja to zrobiłam. Wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je zamaszystym ruchem i stanęłam jak wmurowana. Zabrakło mi tchu, a oczy zrobiły się jak pięciozłotówki. Spodziewałabym się każdego. Ale nie jej.
Ale krótkie wyszło...
Mam wrażenie, że coraz mniej osób to czyta...
wtorek, 29 stycznia 2013
Psycho Love - Rozdział 12
Męczyłam się z tym rozdziałem strasznie, żeby chociaż wyszedł poprawnie, ale i tak nie spełnia moich oczekiwań...
Otworzyłam oczy i od razu spojrzałam na zegarek. 8:52. Piątek, czyli trzeba iść do pracy. Jednak stwierdziłam, że wezmę dzisiaj wolne. Wstałam i już po chwili dzwoniłam do redakcji, żeby wziąć jednodniowy urlop. Dostałam go bez problemu, więc poszłam do kuchni, gdzie była już Michelle i zaczęłyśmy jeść śniadanie rozmawiając na różne tematy.
- To ja już będę się zbierać - powiedziałam, gdy już posprzątałyśmy po jedzeniu i wzięłam torbę.
- Ok, dzięki za wszystko - przytuliłyśmy się i pojechałam do domu.
Michelle:
Ivy pojechała do siebie, a ja usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Właśnie dzisiaj jest ostatni dzień mojego urlopu i od poniedziałku wracam do tatuowania. Tak sobie siedziałam i słuchałam "Angie" Stones'ów, gdy do salonu wszedł Axl. Kątem oka widziałam, że w ręce trzymał ogromny bukiet czerwonych róż i patrzył na mnie z miną zbitego psa.
- Michy... - zaczął niepewnie, a ja w końcu na niego spojrzałam - Przepraszam. Ja... nie wiem, co mi odjebało. Przecież wiesz, że kocham Cię najbardziej na świecie. Jesteś dla mnie wszystkim. Błagam, Michy, wybacz mi. - nadal nic nie mówiłam tylko patrzyłam na niego. Próbowałam doszukać się jakiegoś fałszu w jego słowach i zachowaniu, ale niczego takiego nie było. Mówił szczerze. Sięgnęłam po pilota i wyłączyłam telewizor, a Axl zaczął śpiewać "Think About You" padając przede mną na kolana. Patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczami wyrażającymi skruchę i wyśpiewywał kolejne wersy piosenki. Kiedy skończył nie wytrzymałam i wpiłam się w jego usta. Axl odłożył kwiaty na stolik przede mną i cały czas namiętnie się całując, opadliśmy na kanapę.
Ivy:
Wróciłam do domu i od razu poszłam do pokoju. Wzięłam świeże rzeczy i pognałam do łazienki, żeby się odświeżyć. Kiedy już to zrobiłam, swoje kroki skierowałam do salonu. Chłopaki już tam siedzieli i o czymś gadali. Przywitałam się z nimi i usiadłam obok Rachela całując go przelotnie. Chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął bardziej do siebie tak, że oparłam się o niego.
- Jak Michelle? - zapytał Scotti.
- Lepiej. Na początku ciężko to znosiła, ale później bardziej wyluzowała. A Axl? - zadałam pytanie patrząc na nich uważnie.
- Porozmawialiśmy sobie z nim i wbiliśmy do łba, że kurwa kobiet się nie bije. - odpowiedział Snake.
- Oby coś do niego dotarło - powiedziałam.
- Dotarło, dotarło - oznajmił Sebastian, a reszta zaśmiała się potwierdzając. Ja tylko się uśmiechnęłam i wtuliłam bardziej w mojego chłopaka.
- Kochanie - zamruczał mi do ucha Rachel po chwili.
- Hm? - odwróciłam głowę w jego stronę.
- Może przeniosłabyś się do mnie do pokoju, co?
- W sumie, czemu nie - zgodziłam się i wstaliśmy, żeby jak najszybciej uporać się z tą małą przeprowadzką.
Michelle:
- Axl - zagaiłam, kiedy leżeliśmy już po wszystkim wtuleni w siebie.
- Tak skarbie? - zapytał wpatrując się we mnie.
- Nie sądzisz, że musiałbyś przeprosić kogoś jeszcze?
- Masz na myśli Ivy? - przytaknęłam ruchem głowy.
- Tak, pójdę do niej dzisiaj. A teraz... - powiedział całując mnie, a jego ręka przesuwała się coraz niżej mojego ciała.
Ivy:
- Ivy! Do Ciebie! - z dołu usłyszałam głos Roba. Właśnie byłam w trakcie przenoszenia swoich rzeczy do pokoju Rachela.
- Zaraz wracam - oznajmiłam chłopakowi i zbiegłam po schodach. W drzwiach zobaczyłam Axla z różą w dłoni.
- Cześć - przywitał się.
- Cześć. Wejdź - zrobiłam mu miejsce, aby wszedł do środka.
- Chciałbym Cię przeprosić. Strasznie mi wstyd, że... no wiesz... chciałem Ci oddać - powiedział i wręczył mi białą różę
- To chyba nie mnie powinieneś przepraszać - przyjęłam kwiatka i spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
- Chelle już przeprosiłem i na szczęście mi wybaczyła. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby mnie wyjebała za drzwi. Ona jest całym moim życiem.
- Najważniejsze żebyś już nigdy nie podniósł na nią ręki, bo wtedy może już nie być taka wyrozumiała.
- Wiem i dlatego już nigdy więcej to się nie powtórzy. Obiecuję - pokiwałam jedynie głową. Sama nie wiem dlaczego, ale uwierzyłam mu.
- No i kurwa jeszcze nigdy żadna laska mi nie przyjebała - zaśmialiśmy się. - Dobra ja już spadam do mojej Michy i jeszcze raz przepraszam.
- Jasne. Cześć - pożegnałam się z Rudzielcem i zamknęłam za nim drzwi, a następnie poszłam na górę.
- Kto to był? - zapytał Rachel, kiedy weszłam do pokoju, patrząc uważnie na różę, którą trzymałam w dłoni.
- Axl. Przyszedł mnie przeprosić i chyba naprawdę żałuje. Nie wiem, co mu zrobiliście, ale wygląda na to, że poskutkowało - powiedziałam i podeszłam do chłopaka całując go.
***
Slash i Misty dzisiaj wrócili z Hawaii, a my postanowiliśmy na dzisiejszą noc rozdzielić się na towarzystwo męskie i żeńskie. I takim oto sposobem Gunsi przychodzą do nas, a ja idę do HellHouse.
Stałam właśnie przed szafą i zastanawiałam się, co na siebie założyć. Niby miałyśmy siedzieć w domu, ale i tak bardzo dobrze wiem, że prędzej czy później wyjdziemy do klubu. Dlatego mój wybór padł na białą bluzkę The Doors, skórzane szorty i czarne lity z kolcami. Włosy rozpuściłam, zrobiłam makijaż, chwyciłam ramoneskę w dłoń i już po chwili zbiegałam na dół. Chłopaki znosili właśnie do salonu butelki z różnorodnymi alkoholami. Już chciałam się pożegnać, gdy ubiegł mnie Rachel:
- Ty masz zamiar tak iść? - zapytał lustrując mnie z góry na dół.
- Taak - odpowiedziałam marszcząc brwi. Tylko nie kłótnia.
- A podobno siedzicie w domu - odłożył Jacka na stół i podszedł bliżej mnie. Chłopaki zerkali na nas co chwilę kursując między kuchnią, a salonem.
- Zgadza się - przytaknęłam. Może nie do końca miałyśmy taki zamiar, ale przecież żadna z nas nie powiedziała tego głośno. A poza tym nie wierzę w to, że oni całą noc będą siedzieć w domu.
- Już widzę tych śliniących się na Twój widok facetów, o ile tylko to, jak jednak zachce Wam się gdzieś wyjść.
- Umiem sobie poradzić w takich sytuacjach - zaśmiałam się i pocałowałam bruneta - Miłej zabawy - powiedziałam jeszcze tylko i już otwierałam drzwi, żeby wyjść. Akurat, gdy wychodziłam, minęłam się w progu z Gunsami, którzy zagwizdali na mój widok, kiedy przechodziłam obok nich. Zaśmiałam się tylko pod nosem i wyszłam na ulicę.
Po krótkim spacerze byłam już pod drzwiami HellHouse. Zapukałam i już po chwili otworzyła mi Misty.
- Cześć - rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
- Jak było? - zapytałam z cwanym uśmieszkiem, gdy wpuściła mnie już do środka.
- Cudownie! Ale spokojnie, wszystko Wam opowiem.
Poszłyśmy do kuchni, gdzie Michelle przygotowywała coś do jedzenia. Przecież nie będziemy tylko pić. Swoją drogą, dziewczyny chyba też nie mają zamiaru siedzieć całą noc w domu, bo były ubrane w podobnym stylu, co ja.
- Cześć - przywitałam się z blondynką i razem z Misty wzięłyśmy się do pracy, żeby jej pomóc.
- ...i wtedy Slash wziął tego węża na ręce i włożył mi go na szyję! - Misty właśnie opowiadała nam ciekawe historie z życia na wyspie, po tym, jak przemaglowałyśmy ją ze spraw ze Slashem. Ten wyjazd dobrze im zrobił, bo z dala od codziennego życia mogli sobie spokojnie wszystko wyjaśnić. Co też, oczywiście, zrobili. Hudson obiecał swojej dziewczynie ograniczyć dragi, a ona postanowiła bardziej go wspierać, a nie zostawiać z tym samego. Dobre i to.
- ... no i muszę przyznać, że w naszym związku jeszcze nigdy nie było tak cudownie. Ale dość o mnie! Opowiadajcie, co tu się działo! - Misty klasnęła dłońmi o uda i spojrzała na nas wyczekująco. Razem z Chelle skrzyżowałyśmy wzrok, a ja dałam jej znać, żeby mówiła pierwsza, bo ja męczyłam się od 5 minut z otwarciem kolejnej już butelki wina. Jebany korek nie chciał wyjść!
- Miałam drobne problemy z Axlem - zaczęła blondynka i opróżniła swój kieliszek, a ja w końcu otworzyłam wino. Nalałam płyn do pustych już kieliszków, a Michy zaczęła opowiadać.
- No co za dupek! Dobrze zrobiłaś, że mu przyjebałaś Ivy! Żałuję, że mnie tu wtedy kurwa nie było! Mogłaś zadzwonić, przyjechalibyśmy wcześniej! - zbulwersowała się Misty.
- Ty miałaś swoje problemy do rozwiązania! A z pomocą Ivy dałam radę to przetrwać. No i Axl mnie przeprosił. Teraz jest taki słodki i kochany - westchnęła Michelle robiąc maślane oczy, a my zaczęłyśmy się śmiać.
- No co się śmiejecie? - oburzyła się Michy i rzuciła w nas poduszkami z kanapy - Lepiej niech Ci Ivy opowie, co wyprawiała - wytknęła język i poszła do kuchni, żeby po chwili wrócić z miską jakiejś sałatki.
- Ooo, no to słucham - Misty poprawiła się na siedzeniu i biorąc w dłoń talerzyk z sałatką patrzyła na mnie czekając, aż zacznę. Wypiłam wino z mojego kieliszka i zaczęłam mówić.
- No to skoro wszystkim układa się cudownie i pięknie, proponuję uczcić to... nie tutaj! Wychodzimy dziewczyny! - zakomenderowała podpita już Michelle. Oczywiście żadna z nas nie była w pełni trzeźwa i jej propozycję przyjęłyśmy z ogromnym entuzjazmem. Nie czekając ani chwili, wstałyśmy i udałyśmy się w stronę Sunset Strip.
U chłopaków:
- No stary opowiadaj jak było! - rozkazał Duff, gdy wszyscy już siedzieli w salonie i każdy miał swoją butelkę w ręce.
- Mówię Wam, totalny kurwa odlot! Było niesamowicie! Jak jeszcze nigdy! - zachwycił się Slash upijając trochę Jacka Danielsa.
- Tylko nam nie mów, że zwiedzaliście zabytki - zaśmiał się Sebastian wymownie, a reszta od razu do niego dołączyła wybuchając gromkim śmiechem.
- Nawet dobrze nie wiem jak wygląda ta wyspa. Kurwa co to było!
- Pierdoliliście się w łóżku, pod prysznicem, w wannie, w windzie i to trzy razy dziennie? - zapytał Axl wyraźnie czekając na odpowiedź.
- Jeszcze w samolocie i ciemnej uliczce - odpowiedział Hudson i odpalił papierosa, a w pokoju rozbrzmiało głośne "ooo".
- Dobra ruszcie dupy nie będziemy tak tu siedzieć jak jakieś cioty! Idziemy do Rainbow! - zadecydował Snake po jakiejś godzinie, kiedy towarzystwo było lekko podpite, a wszyscy ochoczo przytaknęli i wyszli.
Ivy:
Weszłyśmy do klubu i zajęłyśmy jakiś pierwszy lepszy stolik. Podeszła do nas skąpo ubrana kelnerka, jak każda tutaj zresztą, i złożyłyśmy zamówienie w postaci kilku butelek Danielsa. Czekając na alkohol dziewczyny poszły do łazienki, załatwić potrzeby fizjologiczne, a ja odpaliłam papierosa rozglądając się po klubie. Po chwili Misty i Chelle zjawiły się przy stoliku, a wraz z nimi nasze zamówienie. Od razu wzięłyśmy butelki i zaczęłyśmy je opróżniać.
Gdy w klubie rozbrzmiała piosenka "Twist and shout" The Beatles, odłożyłam butelkę i pociągnęłam dziewczyny na parkiet. Były trochę zdziwione, ale szybko odzyskały rezon i zaczęłyśmy poruszać się w rytm muzyki przyciągając na siebie uwagę męskiej części imprezowiczów. Sprawiało nam to niezłą frajdę, ale po skończonej piosence wróciłyśmy na miejsce.
- Zawsze chciałam do tego zatańczyć - poinformowałam dziewczyny i stuknęłyśmy się butelkami. Zaśmiałyśmy się, a po chwili podeszła do nas kelnerka.
- To od kolesi z tamtego stolika - powiedziała i postawiła przed nami trzy kolorowe drinki, po czym wskazała palcem jakiś gości przy stoliku naprzeciwko. Spojrzałyśmy w tamtą stronę, a dziewczyna oddaliła się od naszego stolika. No muszę przyznać, że ci kolesie, od których dostałyśmy drinki wyglądali całkiem przyzwoicie. Spojrzałyśmy na siebie rozbawione z całych sił powstrzymując się od wybuchu śmiechu i chwyciłyśmy szklanki z kolorowymi płynami i lekko unosząc je do góry, jakby w geście "zdrowie!" skierowałyśmy wzrok na stolik naprzeciwko. Faceci uśmiechnęli się szeroko, a my wypiłyśmy drinki.
Po jakiejś godzinie byłyśmy już nieźle wstawione, ale nadal nie miałyśmy dość. Kiedy kończyłam nie wiem już którą butelkę Danielsa z głośników popłynęło "I was made for lovin' you" Kiss. Trochę kręciło mi się w głowie, ale wstałam i nie przejmując się lekko wirującym światem, ruszyłam na parkiet.
Rachel:
- Ale dobra dupa! - krzyknął Duff oglądając się za jakąś małolatą, która przeszła obok naszego stolika.
- Nie za młoda? - zapytał Slash lustrując laskę spojrzeniem i przy okazji zapalając papierosa.
- Chuj z tym. Chociaż nie, ta jest lepsza. Zaraz wracam - powiedział i tyle go widzieliśmy, bo poszedł za jakąś pełnoletnią tym razem dziewczyną. Tylko się zaśmialiśmy i zostaliśmy otoczeni przez jakieś groupies chyba, które nawet nie wiem skąd się kurwa wzięły. Gdy jedna z nich usiadła mi na kolanach i zaczęła obmacywać moją uwagę zwróciła pewna dziewczyna na parkiecie, która chyba miała już w czubie i wywoływała nie małe zamieszanie wokół. Dopiero po chwili rozpoznałem w niej pijaną już Ivy. Czyli jednak nie siedziały w domu. Spojrzałem na chłopaków. Wszyscy świetnie się bawili z nowo poznanymi laskami, ale Slash i Axl robili co mogli, żeby odepchnąć pchające się im do łóżka panienki. Szło im to z trudem, ale dawali radę, bo dziewczyny stawały się coraz bardziej niechętne. Uśmiechnąłem się pod nosem i zrzuciłem z kolan brunetkę, która zaczęła przeginać i ruszyłem w stronę parkietu.
Ivy:
Tańczyłam na środku parkietu śpiewając pod nosem, gdy w okolicach talii poczułam ciepłe, męskie dłonie. Odwróciłam się, żeby zobaczyć kto to i zobaczyłam Rachela. Zdziwiłam się, ale tylko na początku, bo spodziewałam się, że gdzieś wyjdą.
- I was made for lovin' you baby
You were made for lovin' me
And I can't get enough of you baby
Can you get enough of me - zaśpiewaliśmy patrząc sobie w oczy i złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku.
- To co? Łączymy towarzystwo? - zapytał chłopak, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Tak, idę po dziewczyny - przytaknęłam i trzymając się za ręce wyszliśmy z tłumu tańczących ludzi. Podeszliśmy do stolika, przy którym siedziała Misty z Chelle opróżniając butelki.
- Patrzcie kogo znalazłam - zaśmiałam się - Reszta też jest, chodźcie, dołączamy do nich - nawet dobrze nie skończyłam zdania, a dziewczyny już wstały zadowolone, że ich faceci też tu są.
Rachel:
Dziewczyny lekko się chwiały, więc idąc przytrzymywałem Ivy, a Misty i Chelle prowadziły siebie nawzajem. Na szczęście nie mieliśmy stolików daleko od siebie i nikt się nie zdążył wyjebać. Doszliśmy do chłopaków i laski od razu rzuciły się na swoich facetów, którzy trochę się zdziwili ich widokiem. I nie wiem, jak to zrobili, ale groupies już nie było. Tak jak Sebastiana, Snake'a, Hilla i Izzy'ego. Więc chyba jednak wiem. W każdym bądź razie usiadłem na swoim miejscu, a moja brunetka obok mnie i od razu wyciągnęła sobie papierosa z paczki leżącej na stole.
- Ooo kogo moje oczy widzą. Cześć piękności - znikąd pojawił się pijany Sebastian.
- Czeeeeść Baaz - odpowiedziała Ivy machając blondynowi.
- No to idę po więcej chlania - odwrócił się i już go nie było. Po chwili wróciła reszta chłopaków i też się przywitali z dziewczynami, a wokalista przyniósł kilka nowych alkoholi. Każdy sięgnął po coś dla siebie i przyssaliśmy się do butelek.
Otworzyłam oczy i od razu spojrzałam na zegarek. 8:52. Piątek, czyli trzeba iść do pracy. Jednak stwierdziłam, że wezmę dzisiaj wolne. Wstałam i już po chwili dzwoniłam do redakcji, żeby wziąć jednodniowy urlop. Dostałam go bez problemu, więc poszłam do kuchni, gdzie była już Michelle i zaczęłyśmy jeść śniadanie rozmawiając na różne tematy.
- To ja już będę się zbierać - powiedziałam, gdy już posprzątałyśmy po jedzeniu i wzięłam torbę.
- Ok, dzięki za wszystko - przytuliłyśmy się i pojechałam do domu.
Michelle:
Ivy pojechała do siebie, a ja usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Właśnie dzisiaj jest ostatni dzień mojego urlopu i od poniedziałku wracam do tatuowania. Tak sobie siedziałam i słuchałam "Angie" Stones'ów, gdy do salonu wszedł Axl. Kątem oka widziałam, że w ręce trzymał ogromny bukiet czerwonych róż i patrzył na mnie z miną zbitego psa.
- Michy... - zaczął niepewnie, a ja w końcu na niego spojrzałam - Przepraszam. Ja... nie wiem, co mi odjebało. Przecież wiesz, że kocham Cię najbardziej na świecie. Jesteś dla mnie wszystkim. Błagam, Michy, wybacz mi. - nadal nic nie mówiłam tylko patrzyłam na niego. Próbowałam doszukać się jakiegoś fałszu w jego słowach i zachowaniu, ale niczego takiego nie było. Mówił szczerze. Sięgnęłam po pilota i wyłączyłam telewizor, a Axl zaczął śpiewać "Think About You" padając przede mną na kolana. Patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczami wyrażającymi skruchę i wyśpiewywał kolejne wersy piosenki. Kiedy skończył nie wytrzymałam i wpiłam się w jego usta. Axl odłożył kwiaty na stolik przede mną i cały czas namiętnie się całując, opadliśmy na kanapę.
Ivy:
Wróciłam do domu i od razu poszłam do pokoju. Wzięłam świeże rzeczy i pognałam do łazienki, żeby się odświeżyć. Kiedy już to zrobiłam, swoje kroki skierowałam do salonu. Chłopaki już tam siedzieli i o czymś gadali. Przywitałam się z nimi i usiadłam obok Rachela całując go przelotnie. Chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął bardziej do siebie tak, że oparłam się o niego.
- Jak Michelle? - zapytał Scotti.
- Lepiej. Na początku ciężko to znosiła, ale później bardziej wyluzowała. A Axl? - zadałam pytanie patrząc na nich uważnie.
- Porozmawialiśmy sobie z nim i wbiliśmy do łba, że kurwa kobiet się nie bije. - odpowiedział Snake.
- Oby coś do niego dotarło - powiedziałam.
- Dotarło, dotarło - oznajmił Sebastian, a reszta zaśmiała się potwierdzając. Ja tylko się uśmiechnęłam i wtuliłam bardziej w mojego chłopaka.
- Kochanie - zamruczał mi do ucha Rachel po chwili.
- Hm? - odwróciłam głowę w jego stronę.
- Może przeniosłabyś się do mnie do pokoju, co?
- W sumie, czemu nie - zgodziłam się i wstaliśmy, żeby jak najszybciej uporać się z tą małą przeprowadzką.
Michelle:
- Axl - zagaiłam, kiedy leżeliśmy już po wszystkim wtuleni w siebie.
- Tak skarbie? - zapytał wpatrując się we mnie.
- Nie sądzisz, że musiałbyś przeprosić kogoś jeszcze?
- Masz na myśli Ivy? - przytaknęłam ruchem głowy.
- Tak, pójdę do niej dzisiaj. A teraz... - powiedział całując mnie, a jego ręka przesuwała się coraz niżej mojego ciała.
Ivy:
- Ivy! Do Ciebie! - z dołu usłyszałam głos Roba. Właśnie byłam w trakcie przenoszenia swoich rzeczy do pokoju Rachela.
- Zaraz wracam - oznajmiłam chłopakowi i zbiegłam po schodach. W drzwiach zobaczyłam Axla z różą w dłoni.
- Cześć - przywitał się.
- Cześć. Wejdź - zrobiłam mu miejsce, aby wszedł do środka.
- Chciałbym Cię przeprosić. Strasznie mi wstyd, że... no wiesz... chciałem Ci oddać - powiedział i wręczył mi białą różę
- To chyba nie mnie powinieneś przepraszać - przyjęłam kwiatka i spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
- Chelle już przeprosiłem i na szczęście mi wybaczyła. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby mnie wyjebała za drzwi. Ona jest całym moim życiem.
- Najważniejsze żebyś już nigdy nie podniósł na nią ręki, bo wtedy może już nie być taka wyrozumiała.
- Wiem i dlatego już nigdy więcej to się nie powtórzy. Obiecuję - pokiwałam jedynie głową. Sama nie wiem dlaczego, ale uwierzyłam mu.
- No i kurwa jeszcze nigdy żadna laska mi nie przyjebała - zaśmialiśmy się. - Dobra ja już spadam do mojej Michy i jeszcze raz przepraszam.
- Jasne. Cześć - pożegnałam się z Rudzielcem i zamknęłam za nim drzwi, a następnie poszłam na górę.
- Kto to był? - zapytał Rachel, kiedy weszłam do pokoju, patrząc uważnie na różę, którą trzymałam w dłoni.
- Axl. Przyszedł mnie przeprosić i chyba naprawdę żałuje. Nie wiem, co mu zrobiliście, ale wygląda na to, że poskutkowało - powiedziałam i podeszłam do chłopaka całując go.
***
Slash i Misty dzisiaj wrócili z Hawaii, a my postanowiliśmy na dzisiejszą noc rozdzielić się na towarzystwo męskie i żeńskie. I takim oto sposobem Gunsi przychodzą do nas, a ja idę do HellHouse.
Stałam właśnie przed szafą i zastanawiałam się, co na siebie założyć. Niby miałyśmy siedzieć w domu, ale i tak bardzo dobrze wiem, że prędzej czy później wyjdziemy do klubu. Dlatego mój wybór padł na białą bluzkę The Doors, skórzane szorty i czarne lity z kolcami. Włosy rozpuściłam, zrobiłam makijaż, chwyciłam ramoneskę w dłoń i już po chwili zbiegałam na dół. Chłopaki znosili właśnie do salonu butelki z różnorodnymi alkoholami. Już chciałam się pożegnać, gdy ubiegł mnie Rachel:
- Ty masz zamiar tak iść? - zapytał lustrując mnie z góry na dół.
- Taak - odpowiedziałam marszcząc brwi. Tylko nie kłótnia.
- A podobno siedzicie w domu - odłożył Jacka na stół i podszedł bliżej mnie. Chłopaki zerkali na nas co chwilę kursując między kuchnią, a salonem.
- Zgadza się - przytaknęłam. Może nie do końca miałyśmy taki zamiar, ale przecież żadna z nas nie powiedziała tego głośno. A poza tym nie wierzę w to, że oni całą noc będą siedzieć w domu.
- Już widzę tych śliniących się na Twój widok facetów, o ile tylko to, jak jednak zachce Wam się gdzieś wyjść.
- Umiem sobie poradzić w takich sytuacjach - zaśmiałam się i pocałowałam bruneta - Miłej zabawy - powiedziałam jeszcze tylko i już otwierałam drzwi, żeby wyjść. Akurat, gdy wychodziłam, minęłam się w progu z Gunsami, którzy zagwizdali na mój widok, kiedy przechodziłam obok nich. Zaśmiałam się tylko pod nosem i wyszłam na ulicę.
Po krótkim spacerze byłam już pod drzwiami HellHouse. Zapukałam i już po chwili otworzyła mi Misty.
- Cześć - rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
- Jak było? - zapytałam z cwanym uśmieszkiem, gdy wpuściła mnie już do środka.
- Cudownie! Ale spokojnie, wszystko Wam opowiem.
Poszłyśmy do kuchni, gdzie Michelle przygotowywała coś do jedzenia. Przecież nie będziemy tylko pić. Swoją drogą, dziewczyny chyba też nie mają zamiaru siedzieć całą noc w domu, bo były ubrane w podobnym stylu, co ja.
- Cześć - przywitałam się z blondynką i razem z Misty wzięłyśmy się do pracy, żeby jej pomóc.
- ...i wtedy Slash wziął tego węża na ręce i włożył mi go na szyję! - Misty właśnie opowiadała nam ciekawe historie z życia na wyspie, po tym, jak przemaglowałyśmy ją ze spraw ze Slashem. Ten wyjazd dobrze im zrobił, bo z dala od codziennego życia mogli sobie spokojnie wszystko wyjaśnić. Co też, oczywiście, zrobili. Hudson obiecał swojej dziewczynie ograniczyć dragi, a ona postanowiła bardziej go wspierać, a nie zostawiać z tym samego. Dobre i to.
- ... no i muszę przyznać, że w naszym związku jeszcze nigdy nie było tak cudownie. Ale dość o mnie! Opowiadajcie, co tu się działo! - Misty klasnęła dłońmi o uda i spojrzała na nas wyczekująco. Razem z Chelle skrzyżowałyśmy wzrok, a ja dałam jej znać, żeby mówiła pierwsza, bo ja męczyłam się od 5 minut z otwarciem kolejnej już butelki wina. Jebany korek nie chciał wyjść!
- Miałam drobne problemy z Axlem - zaczęła blondynka i opróżniła swój kieliszek, a ja w końcu otworzyłam wino. Nalałam płyn do pustych już kieliszków, a Michy zaczęła opowiadać.
- No co za dupek! Dobrze zrobiłaś, że mu przyjebałaś Ivy! Żałuję, że mnie tu wtedy kurwa nie było! Mogłaś zadzwonić, przyjechalibyśmy wcześniej! - zbulwersowała się Misty.
- Ty miałaś swoje problemy do rozwiązania! A z pomocą Ivy dałam radę to przetrwać. No i Axl mnie przeprosił. Teraz jest taki słodki i kochany - westchnęła Michelle robiąc maślane oczy, a my zaczęłyśmy się śmiać.
- No co się śmiejecie? - oburzyła się Michy i rzuciła w nas poduszkami z kanapy - Lepiej niech Ci Ivy opowie, co wyprawiała - wytknęła język i poszła do kuchni, żeby po chwili wrócić z miską jakiejś sałatki.
- Ooo, no to słucham - Misty poprawiła się na siedzeniu i biorąc w dłoń talerzyk z sałatką patrzyła na mnie czekając, aż zacznę. Wypiłam wino z mojego kieliszka i zaczęłam mówić.
- No to skoro wszystkim układa się cudownie i pięknie, proponuję uczcić to... nie tutaj! Wychodzimy dziewczyny! - zakomenderowała podpita już Michelle. Oczywiście żadna z nas nie była w pełni trzeźwa i jej propozycję przyjęłyśmy z ogromnym entuzjazmem. Nie czekając ani chwili, wstałyśmy i udałyśmy się w stronę Sunset Strip.
U chłopaków:
- No stary opowiadaj jak było! - rozkazał Duff, gdy wszyscy już siedzieli w salonie i każdy miał swoją butelkę w ręce.
- Mówię Wam, totalny kurwa odlot! Było niesamowicie! Jak jeszcze nigdy! - zachwycił się Slash upijając trochę Jacka Danielsa.
- Tylko nam nie mów, że zwiedzaliście zabytki - zaśmiał się Sebastian wymownie, a reszta od razu do niego dołączyła wybuchając gromkim śmiechem.
- Nawet dobrze nie wiem jak wygląda ta wyspa. Kurwa co to było!
- Pierdoliliście się w łóżku, pod prysznicem, w wannie, w windzie i to trzy razy dziennie? - zapytał Axl wyraźnie czekając na odpowiedź.
- Jeszcze w samolocie i ciemnej uliczce - odpowiedział Hudson i odpalił papierosa, a w pokoju rozbrzmiało głośne "ooo".
- Dobra ruszcie dupy nie będziemy tak tu siedzieć jak jakieś cioty! Idziemy do Rainbow! - zadecydował Snake po jakiejś godzinie, kiedy towarzystwo było lekko podpite, a wszyscy ochoczo przytaknęli i wyszli.
Ivy:
Weszłyśmy do klubu i zajęłyśmy jakiś pierwszy lepszy stolik. Podeszła do nas skąpo ubrana kelnerka, jak każda tutaj zresztą, i złożyłyśmy zamówienie w postaci kilku butelek Danielsa. Czekając na alkohol dziewczyny poszły do łazienki, załatwić potrzeby fizjologiczne, a ja odpaliłam papierosa rozglądając się po klubie. Po chwili Misty i Chelle zjawiły się przy stoliku, a wraz z nimi nasze zamówienie. Od razu wzięłyśmy butelki i zaczęłyśmy je opróżniać.
Gdy w klubie rozbrzmiała piosenka "Twist and shout" The Beatles, odłożyłam butelkę i pociągnęłam dziewczyny na parkiet. Były trochę zdziwione, ale szybko odzyskały rezon i zaczęłyśmy poruszać się w rytm muzyki przyciągając na siebie uwagę męskiej części imprezowiczów. Sprawiało nam to niezłą frajdę, ale po skończonej piosence wróciłyśmy na miejsce.
- Zawsze chciałam do tego zatańczyć - poinformowałam dziewczyny i stuknęłyśmy się butelkami. Zaśmiałyśmy się, a po chwili podeszła do nas kelnerka.
- To od kolesi z tamtego stolika - powiedziała i postawiła przed nami trzy kolorowe drinki, po czym wskazała palcem jakiś gości przy stoliku naprzeciwko. Spojrzałyśmy w tamtą stronę, a dziewczyna oddaliła się od naszego stolika. No muszę przyznać, że ci kolesie, od których dostałyśmy drinki wyglądali całkiem przyzwoicie. Spojrzałyśmy na siebie rozbawione z całych sił powstrzymując się od wybuchu śmiechu i chwyciłyśmy szklanki z kolorowymi płynami i lekko unosząc je do góry, jakby w geście "zdrowie!" skierowałyśmy wzrok na stolik naprzeciwko. Faceci uśmiechnęli się szeroko, a my wypiłyśmy drinki.
Po jakiejś godzinie byłyśmy już nieźle wstawione, ale nadal nie miałyśmy dość. Kiedy kończyłam nie wiem już którą butelkę Danielsa z głośników popłynęło "I was made for lovin' you" Kiss. Trochę kręciło mi się w głowie, ale wstałam i nie przejmując się lekko wirującym światem, ruszyłam na parkiet.
Rachel:
- Ale dobra dupa! - krzyknął Duff oglądając się za jakąś małolatą, która przeszła obok naszego stolika.
- Nie za młoda? - zapytał Slash lustrując laskę spojrzeniem i przy okazji zapalając papierosa.
- Chuj z tym. Chociaż nie, ta jest lepsza. Zaraz wracam - powiedział i tyle go widzieliśmy, bo poszedł za jakąś pełnoletnią tym razem dziewczyną. Tylko się zaśmialiśmy i zostaliśmy otoczeni przez jakieś groupies chyba, które nawet nie wiem skąd się kurwa wzięły. Gdy jedna z nich usiadła mi na kolanach i zaczęła obmacywać moją uwagę zwróciła pewna dziewczyna na parkiecie, która chyba miała już w czubie i wywoływała nie małe zamieszanie wokół. Dopiero po chwili rozpoznałem w niej pijaną już Ivy. Czyli jednak nie siedziały w domu. Spojrzałem na chłopaków. Wszyscy świetnie się bawili z nowo poznanymi laskami, ale Slash i Axl robili co mogli, żeby odepchnąć pchające się im do łóżka panienki. Szło im to z trudem, ale dawali radę, bo dziewczyny stawały się coraz bardziej niechętne. Uśmiechnąłem się pod nosem i zrzuciłem z kolan brunetkę, która zaczęła przeginać i ruszyłem w stronę parkietu.
Ivy:
Tańczyłam na środku parkietu śpiewając pod nosem, gdy w okolicach talii poczułam ciepłe, męskie dłonie. Odwróciłam się, żeby zobaczyć kto to i zobaczyłam Rachela. Zdziwiłam się, ale tylko na początku, bo spodziewałam się, że gdzieś wyjdą.
- I was made for lovin' you baby
You were made for lovin' me
And I can't get enough of you baby
Can you get enough of me - zaśpiewaliśmy patrząc sobie w oczy i złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku.
- To co? Łączymy towarzystwo? - zapytał chłopak, gdy oderwaliśmy się od siebie.
- Tak, idę po dziewczyny - przytaknęłam i trzymając się za ręce wyszliśmy z tłumu tańczących ludzi. Podeszliśmy do stolika, przy którym siedziała Misty z Chelle opróżniając butelki.
- Patrzcie kogo znalazłam - zaśmiałam się - Reszta też jest, chodźcie, dołączamy do nich - nawet dobrze nie skończyłam zdania, a dziewczyny już wstały zadowolone, że ich faceci też tu są.
Rachel:
Dziewczyny lekko się chwiały, więc idąc przytrzymywałem Ivy, a Misty i Chelle prowadziły siebie nawzajem. Na szczęście nie mieliśmy stolików daleko od siebie i nikt się nie zdążył wyjebać. Doszliśmy do chłopaków i laski od razu rzuciły się na swoich facetów, którzy trochę się zdziwili ich widokiem. I nie wiem, jak to zrobili, ale groupies już nie było. Tak jak Sebastiana, Snake'a, Hilla i Izzy'ego. Więc chyba jednak wiem. W każdym bądź razie usiadłem na swoim miejscu, a moja brunetka obok mnie i od razu wyciągnęła sobie papierosa z paczki leżącej na stole.
- Ooo kogo moje oczy widzą. Cześć piękności - znikąd pojawił się pijany Sebastian.
- Czeeeeść Baaz - odpowiedziała Ivy machając blondynowi.
- No to idę po więcej chlania - odwrócił się i już go nie było. Po chwili wróciła reszta chłopaków i też się przywitali z dziewczynami, a wokalista przyniósł kilka nowych alkoholi. Każdy sięgnął po coś dla siebie i przyssaliśmy się do butelek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)